wtorek, 12 kwietnia 2016

II Rozdział 4



To pierwszy rozdział drugej części ;D
Koniecznie dajcie znać, jak wyszedł w komentarzach!! 
Pozdrawiamy Alex i Pam Lam


Rozsadzająca głowę muzyka, wiele ludzi i hektolitry alkoholu. To zdecydowanie nie były moje klimaty, lecz trzymałam się dzielnie, sama nie wiedząc, dlaczego zgodziłam się na kolejne spędzanie soboty w taki sposób.
-Mam dość. - powiedziałam z głębokim westchnięciem. Nie czułam się najlepiej mimo, że nie piłam nic tego wieczoru. Chciałam opuścić tą imprezę, lecz Justin gdzieś zniknął i nie miałam takiej możliwości.
-Co się dzieje, Jess ?
Amanda i Madison oderwały wzrok od tańczącego tłumu i okrążyły mnie, przez co zabrakło mi powietrza i zakręciło się w głowie.
-Źle się czuję, Justin gdzieś sobie poszedł, a ja naprawdę chcę być już w domu. - odpowiedziałam, prawie płacząc z bezsilności. Oparłam się o zimny blat i mocno go ścisnęłam, aby nie upaść.
- Jesteś blada, bardzo blada. - stwierdziła Amanda, przykładając dłoń do mojego czoła. - Ale nie masz gorączki.
Madison zaś, znająca bardzo dobrze tą kuchnię, wyjęła z szafki szklanką i po napełnieni jej wodą, podała mi. Po pierwszych łykach poczułam się lepiej.
-Myślę, że powinnaś pójść na badania. - oznajmiła Amanda.
-Nie jestem chora. - bronię się.
-Schudłaś Jess, jesteś blada i bez życia. O czymś to musi świadczyć.
Obie wbijają we mnie poważne spojrzenia, aż poczułam się jak małe, skarcone dziecko.
-Postaram się, wyluzować, okej ?
Zadowolone moja odpowiedzią dziewczyny podały mi puszkę coli i zaczęły opowiadać dowcipy. Moje samopoczucie poprawiło się i zupełnie zapomniałam o mojej złości na Justina.
-Znaleźliśmy mieszkanie ! - pochwaliła się rozpromieniona Amanda, która od września zaczyna swoje studia na wydziale psychologii.
-To wspaniale. - krzyknęłam podnosząc napój do góry, abyśmy mogły wznieść toast. Z szerokim uśmiechem biorę łyka i ledwie go przełykam, gdyż zauważam, jak Justin, Jai oraz Jack schodzą na dół.
Wyraz twarzy bruneta jest niby zwyczajny, włosy lekko roztrzepane, a jego postawa groźna jak zazwyczaj z dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni.
-Palili, prawda ? - domyślam się, dzieląc się tym spostrzeżeniem z dziewczynami.
-Uśmiech Jack'a mówi wszystko. - potwierdziła Madison, lecz ona była mniej zmartwiona zachowaniem jej chłopaka, zaś mój narzeczony zmienił się. Nadal był dla mnie czuły i kochany, ale przy okazji zrobił się tajemniczy, zbyt tajemniczy. Minęło pół roku, a ja nadal nie wiedziałam gdzie pracuje, skoro w naszym mieszkaniu pojawiały się takie sumy. Próbowałam wypytać nawet Pattie, lecz ona również nie jest o tym poinformowana.
Ponownie tracę swój nastrój i zakładam ręce na piersi, gdy Justin powolnym krokiem podchodzi do mnie i uśmiecha się niewinnie, stając obok i zarzucając rękę na moje ramiona. Unika patrzenia mi w oczy, lecz ja dostrzegam jego powiększone źrenice, a zapachu marihuany nie dał rady zamaskować perfumami.
-Jak się bawisz, skarbie ? - pyta mnie, zatapiając nos w moich włosach.
-Kiepsko. Chcę wracać do domu. - oświadczam ze złością i omijam go, by zabrać swoją skórzaną kurtkę z krzesła. Chociaż dokładnie obserwują nas nasi przyjaciele nie obchodzi mnie to.
-Ale, Jess ... - zaśmiał się, najwyraźniej nie biorąc moich słów na serio. - Impreza dopiero się rozpoczyna.
-Jeśli tak bardzo chcesz to możesz nie wracać. - burknęłam i wyszłam stamtąd, rozpychając się pomiędzy tańczącymi ludźmi.
Będąc w połowie drogi do samochodu przez chwilę byłam myśli, że podjęłam niewłaściwą decyzję, ale nie miałam ochoty na udawanie, że super się bawię.
Na dworze było dosyć chłodło, ale miałam szczęście, że auto było otwarte. Wgramoliłam się do środka i cierpliwie czekałam, a moja złość tylko rosła.
Kochałam Justina ponad życie, ale jego aktualny tryb życia naprawdę zaczął mnie irytować. Niezliczona ilość imprez w przeciągu dwóch miesięcy przyprawiała mnie tylko o ból głowy.
-Naprawdę musiałaś odstawiać taką szopkę ? - pyta mnie spokojnie, chociaż wiem, że w środku aż kipi, gdy wsiada do samochodu. Ze złością wkłada kluczyk do stacyjki, a ja modlę się tylko, aby go nie złamał, bo to oznaczałoby zostanie tutaj.
- Tak, Justin. - odpowiadamy, gdy ruszamy. - Ciągle zabierasz mnie na imprezy, a potem zostawiasz samą i palisz.
-Jesteś z Amandą i Madison. - rzuca obojętnie, aż kuje mnie coś w sercu.
- Ale chce być z tobą ! Oświadczyłeś mi się, już zapomniałeś ? - pytam ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem.
- Nie zapominam dobrych decyzji w moim życiu.
-Więc, dlaczego znów bierzesz ?
- Nie biorę, Jess.
Mocno Ściska w dłoniach kierownice, aż knykcie mu bieleją.
- To są narkotyki, do cholery ! Czy do ciebie, w końcu, to dotrze ? - krzyczę na cały głos, lecz chłopak milczy. Milczy, chociaż wpatruję się w jego profil i chcę, żeby coś powiedział.
Ciepłe łzy zaczynają spływać po moich policzkach, a następnie czuję morką plamę na bluzce, która jest konsekwencją spadania słonych kropelek.
Ja również zaczynam milczeć i odwracam głowę w stronę szyby. Nienawidziłam tego momentu, w ogóle nienawidziłam się z nim kłócić, ale tak wyglądało prawdziwe życie. Teraz wiedziałam, że nie może być ciągle tak cukierkowo, jak kiedyś. Minęły dwa lata od ucieczki, dorośliśmy, wszelkie kryzysy pokonywaliśmy razem i teraz też musimy przez to przejść.
Cieszę się, gdy zaledwie pięć minut później docieramy do domu. Z samochodu wysiadam pierwsza nie zwracając uwagi na to, że trzaskam drzwiami, czego cholernie nie lubi mój chłopak.
Idę wprost do mieszkania, wymijając wścibską sąsiadkę na schodach naszego piętra. Nie kuszę się nawet na powitanie tylko rozkluczam drzwi i wchodzę do mieszkania.
Pierwsze ściągam swoje trampki, po drodze zamykam uchylone okna, gdyż w domu zdążyło sie juz przewietrzyć i idę wprost do sypialni. Zdejmuję kurtkę i odwieszam ją do szafy. Sprawdzam telefon i widzę nieodebrane połączenie od Taylor, lecz decyduję, że oddzwonię do niej jutro, ponieważ dziś nie jestem w stanie. Gdyby nie ta cholerna złość, która dodawała mi adrenaliny, prawdopodobnie przepłakałabym cały wieczór.
Życie z Justinem i on sam uczyniły ze mnie kobietę. Kobietę a nie cichą dziewczynkę, którą byłam. W ten sposób zyskałam większą pewność siebie i przestałam ryczeć z błahego powodu, no chyba, że Bieber wyprowadzał mnie z równowagi.
Wstałam z łóżka z zamiarem odświeżenia się, lecz nie dotarłam do łazienki, ponieważ Justin, który pojawił się nagle, zagrodził mi jakiekolwiek wyjście z sypialni.
- Nie zamierzam z Tobą rozmawiać, Justin. - mówię spokojnie, kładąc rękę na jego klatce piersiowej, aby móc go odepchnąć. Na marne, bowiem nie od dziś wiadomo, że jest o wiele silniejszy ode mnie.
-Ale ja zamierzam. - oznajmił twardo. Jego źrenice juz powróciły do normalnego stanu, a zapach marihuany wyparował, gdy wyszedł na dwór.
-Daj mi spokój, do cholery ! - krzyczę chcąc uderzyć go pięścią w bark. Chłopak z refleksem chwyta moją dłoń powstrzymując mnie, a ja szybko tracę siły na dalszą walkę. Wtedy łapie mnie za biodra i podnosi, przyciskając do ściany. Mimowolnie oplatam nogami jego pas.
-Nie dam, bo cie kocham, kretynko. - szepcze, chowając twarz w zagł3bieniu mojej szyi. Zaczynam płakać z bezsilności. Kocham go tak bardzo, że najchętniej pozwoliłabym mu się teraz posiąść, a jednocześnie nienawidzę za to co robi.
-Jestem kretynką, bo Cię kocham ! - wyrzucam z siebie, oddychając zbyt chaotycznie. Justin podnosi na mnie wzrok, jednocześnie mocno ściskając moje oba pośladki.
-Teraz tak mówisz, a zwykle nie przeszkadza Ci, gdy palimy razem, a wręcz sama, nieprzymusowo otwierasz te swoje ponętne usteczka. - uśmiecha się bezczelnie, a ten wyraz twarzy znika sekundę później, gdy uderzam go w twarz z otwartej dłoni.
Tym razem nie muszę prosić by mnie postawił, robi to nieprzymusowo chwytając się za czerwony policzek. Dostrzegam jego furię widoczną w oczach, dlatego szybko opuszczam sypialnie, mając nadzieję, że jeszcze zdążę zamknąć się w łazience. Jestem na środku salonu, gdy chwyta mnie mocno za nadgarstek i przyciąga do siebie.
-Jesteś dzisiaj tak wkurwiająca ... - styka ze sobą nasze czoła. Jego oddech posiada lekko papierosową woń, ale przeważa w nim zdecydowanie mięta. - Ale, kurwa, kocham Cię. Jesteś moim słońcem, moim powietrzem ... - obejmuje moją twarz - ... I narkotykiem, do cholery.
-Trafne porównanie. - komentuję, choć jestem poruszona jego wypowiedzią.
-Przestań się bączyć. Zachowujesz się jak dziecko.
- A ty jak gówniarz, popalający trawkę po kątach. - ripostuje krzycząc i wyrywając się z jego objęć. Głowa mi pęka od nadmiaru emocji, mam ochotę krzyczeć na niego dopóki nie stracę głosu, a on tak po prostu zaczyna mnie całować. Od samego początku czuję jego złość, chęć uciszenia mnie i rosnącą dominację.
Nie oddaję pocałunku, a wtedy ściska moje pośladki i unosi do góry, a ja aby nie spaść jestem zmuszona opleść nogi wokół jego pasa.
-Całuj mnie, do cholery ! - wycedza przez zaciśnięte zęby, mocno trzymając mnie za biodra.
-Dlaczego nie możesz porozmawiać ze mną normalnie ? - pytam o wiele ciszej niż zazwyczaj. Obejmuję jego szyję, gdyż zaczynam czuć się słabo, a w uszach delikatnie mi szumi.
-Chciałem, ale nie potrafię być normalny, gdy jesteś wściekła i jednocześnie tak kurewsko seksowna. - dyszy do mojego ucha, na co przechodzą mnie przyjemne dreszcze.
-Zawsze wykorzystujesz nasze zbliżenia do zgody. - stwierdzam.
-Będąc obok Ciebie nie da się inaczej, ptaszyno. - całuje mnie w miejsce obok ucha i podchodzi do kanapy. Gdy sadza mnie na niej czuje zawroty głowy i lekkie nudności. - Co Ci jest skarbie ? - pyta, a troska i przerażenie maluje się na jego twarzy. Odgarnia moje włosy za ucho, by lepiej przyjrzeć się mojej bladości.
-To nic. - mówię, biorąc głębokie oddechy, a trzęsącą się dłonią dotykając czoła.
- Przyniosę wody. - całuje mnie w policzek i biegnie do kuchni. Siadam głębiej na kanapie i podnoszę nogi na zagłówek.
Staram się skupić na swoich oddechach i uspokoić swoje wnętrze. Nie ważne, jak bardzo Justin zawinił nie potrafiłam się z nim kłócić, bo go kochałam. Był osobą, której mogłam zaufać, zwierzyć się, to on sprawił, że moje życie to najpiękniejsza bajka, a każda sprzeczka wykańcza mnie zarówno psychicznie jak i fizycznie.
Chwilę później wraca do mnie i uważnie mi się przygląda, gdy wolnymi łykami opróżniam szklankę, teraz już pustą.
-Przepraszam.
Przez moment mam wrażenie, że się przesłyszałam, lecz gdy spoglądam na chłopaka, upewniam się, że to rzeczywistość.
-Zapomnijmy o tym, okej ?
Jestem zbyt zmęczona i chce mi się spać, by dalej to sobie wyjaśniać. Przepraszam, usłyszane z jego ust, było dla mnie ważniejsze niż miliony słów.
Wyciągam w jego stronę rękę i przesuwam się, by zrobić mu miejsce na kanapie. Ochoczo przyjmuje moją niemą propozycję i po chwili jestem w jego ramionach.
- Śpij, Jessi. - całuje mnie we włosy i nie mija minuta, a ja zasypiam.


***


Budzę się rano, gdy słońce powoli wschodzi nad horyzont, a jego promienie wpadają do naszej sypialni poprzez niezasłonięte okno. Obracam się na drugi bok, wtulając się jeszcze bardziej w ciało Justina. Chłopak śpi na plecach, jedną dłonią obejmuje mnie w tali, a drugą trzyma na nagim brzuchu.
-Nie ruszaj się, Jess. - mówi zaspanym głosem, który posiada w sobie charakterystyczną chrypkę. Uśmiecham się i kładę podbródek na jego ramieniu.
-Dlaczego znów mnie rozebrałeś ? - pytam, wcześniej zauważając, że nie mam na sobie ubrań, a dreszcze tylko to potwierdzały.
Kamienica, w której mieszkaliśmy nie była najnowszych dat i czasami nawet pomimo mocno podkręconej temperatury było chłodno.
-Bez ciuchów prezentujesz się o wiele lepiej. - odpowiada, przeczesując włosy, ale nie otwierając oczu. - Poza tym tak jest o wiele wygodniej.
-Powinnam chyba załatwić sobie zakaz zbliżania. - żartuję.
-Ani mi się waż. - warczy i chwyta mnie za biodra, wciągając na swoje ciało. Zaczynam się głośno śmiać i nie potrafię przestać.
Brunet przyglądał mi się uważnie, delikatnie gładząc moje boki.
-Jesteś urocza, Jessi. - komentuje z szerokim uśmiechem, całując mnie w nos. Na kilka chwil zamykam oczy delektując się tym uczuciem. - Sam nie wiem czy wolę Cię taką, bardzo pociągającą czy wściekłą jak wczoraj cholernie pociągającą. - dodał.
Niewielkie rumieńce wypłynęły na moje policzki, rozgrzewając również moje schłodzone ciało.
-Nie wspominaj o tym, Justin. - jęknęłam, krzywiąc się. Nie chciałam już do tego wracać.
-Masz to jak w banku, kochanie. - pocałował mnie. Tak namiętne a jednocześnie czule. Tak mocno, a mimo to pocałunek był powolny, jak płynąca łódka po spokojnym jeziorze, kończąc go po kilki dłuższych chwilach.
-Zrobię nam śniadanie. - oznajmiam z szerokim uśmiechem i ostatni raz cmokam go w usta, zanim wyskakuję spod kołdry. Ubieram się szybko, aby jak najkrócej czuć chłód.
Gdy wychodzę z sypialni, Justin ponownie udaje się na szybką drzemkę. Przymykam drzwi, aby nie słyszał mojego krzątania się i biegnę do kuchni. Tam zauważam, że czuję się o wiele lepiej niż wczoraj.
Sprawnie wiążę włosy w wysokiego kucyka i zabieram się za śniadanie. Najpierw zaparzam czarną herbatę, dodając do niej po plastrze cytryny i stawiam ją na uprzednio przetartym stole. Zerkając do pół pustej lodówki decyduję się na jajecznicę, ponieważ aby zrobić coś bardziej ambitnego nie mam składników. Pierwsze rozgrzewam patelnię, dodając na nią cebulkę, a gdy ona zaczyna się rumienić, ja kroję szynkę. Przez chwilę zamyślenia niechcący trafiam w palca.
-Cholera ! - krzyczę odrzucając nóż do zlewu. Wpada tam z hałasem, roznoszącym się po mieszkaniu.
Rana piecze dlatego wydaję z siebie cichy syk, a gdy podnoszę palca i zauważam krew, w głowie zaczyna mi się kręcić, a w domu nagle brakuje powietrza. Nie pomaga nawet złapanie się blatu, ponieważ upadam na podłogę tracąc przytomność.


***

Opadanie, wznoszenie, zimny powiew wiatru. Otwieram ciężkie powieki, widząc przed sobą zamyśloną twarz Justina.
-Co się dzieje ? - pytam cicho, oplatając rękami jego szyję. Właśnie pokonywał ostatnie piętro, a ja byłam w jego ramionach.
-Wiozę Cię do szpitala, Jess. - oznajmił nogą kopiąc drzwi, które od razu ustąpiły, a my znaleźliśmy się na zewnątrz.
-Nic mi nie jest. - oznajmiam.
-Nie prawda. - odpowiada mi chłodno. - Zauważyłem, że coś jest nie tak.
Czuję się okropnie. Jestem kompletnie bez sił, dlatego postanawiam się nie sprzeciwiać, gdy chłopak usadawia mnie na siedzeniu w samochodzie. Wiem, że to dla mojego dobra, a gdyby tego było mało obiecałam dziewczynom, że się przebadam.
-Długo byłam nieprzytomna? - pytam, przerywając ciszę. Nie gra nawet radio.
-Wystarczająco, abym mógł Cię ubrać i zdecydować zawieść do lekarza. - odpowiada mi dosyć chłodno i bez emocji.
Nie chcę dopytywać się o co chodzi, ponieważ wiem, że to może sprowokować kolejną kłótnię. Po prostu milczę.
Sytuacja powtarza się podczas szeregu badań w szpitalu. Justin był nieobecny, jakby przerażony. Nie rozumiałam tego zachowania, ale też nie zrobiłam niczego w kierunku, by je rozwikłać.
Przestałam się nad tym zastanawiać, gdy czekając na lekarza, pierwszy raz okazał mi czułość, bowiem splótł palce swojej dłoni z moimi.
-Wszystko będzie dobrze. - pocieszył mnie dodatkowo, całując w czoło. Wszyscy tak bardzo wypominali mi moją zmianę, której sama nie zdołałam zauważyć, że zaczęłam się naprawdę martwić.
W tym samym momencie do gabinetu wszedł lekarz w białym fartuchu, którego oczekiwaliśmy z informacją, która miała zmienić nasze życie na zawsze i stać się początkiem kolejnych wydarzeń.
-Gratulacje, zostaniecie rodzicami.


 ----------------------------------------------------------------------------------------
 

Jeśli szanujesz te nasze kilka godzin/dni/tygodni spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to zostaw chociaż najmniejszy komentarz.
Dziękujemy.

9 komentarzy:

  1. Boskie ❤️❤️❤️ Wiedziałam ze będzie w ciąży, jestem ciekawa jak na to zareaguje Justin. Czekam na nn ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. o boże <33 spodziewałam się tego, ale jestem ciekawa jak zareagują czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Thanks for a lovely site information....

    OdpowiedzUsuń
  4. podejrzewałam, że to ciąża, ale na chwilę zmyliło mnie to, że zamiast tyć ona schudła, ale cieszę się, że będą mieć dzidziusia :) tylko, że ona ma 18 lat, ale co tam :) rozdział świetny i do tego jaki długi ♥ życzę weny ☻ - @mnk_mgd

    OdpowiedzUsuń
  5. Błagam niech to będzie chłopiec <3 ostatnio wszędzie są dziewczynki xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział :* Czekam an nexta, z niecierpliwością :* Opowiadanie jest bardzo, bardzo udane. Od teraz jestem jedną z waszych fanek :*** Zapraszam do mnie opowiadania111.blogspot.com Życzę dużo weny i pomysłów na nowy rozdział :*

    OdpowiedzUsuń