wtorek, 4 października 2016

II Rozdział 9


~dwa dni później~



Czy znasz już to uczucie, kiedy czujesz się, jak kompletne gówno, tracąc całą ochotę do życia. Czy kiedykolwiek czułeś, że toniesz, a jednak nikt nie podał Ci koła ratunkowego ? W tej sytuacji to ja go nie przyjąłem. Nie potrzebowałem nic - poczucie winy i wyrzuty sumienia niszczyły od środka, ale to było dobre, dobre, by zapamiętać ten ból, dobre, by cierpieć, aby więcej nie popełnić tego samego błędu.
Na parking wjeżdżam z piskiem, powodując, że osiadły na kostce kurz zaczyna wirować wraz z powietrzem. Nie przejmuję się tymi zostawiam samochód obok drzwi wejściowych do magazynu, by jakiś debil nie wjechał mi w niego koparką. Wysiadam już z wyciągniętą paczką Marlboro ze schowka. Poprawiam swoją skórzaną kurtkę i podchodzę do Jack'a, który spogląda na mnie z karcącym wzrokiem, wachlując się drugą ręką, by odgonić od sienie kurz.
-Cześć. - mówię z chrypką i wyciągam do niego dłoń, częstując szlugami. Bierze jednego i czeka aż mu zapalę. Gdy to robię, oboje mocno się zaciągamy.
-Dlaczego stary wali od ciebie, jak z gorzelni ? - pyta zdezorientowany. Zamiast odpowiedzieć mu natychmiastowo, udaję, że palenie jest o wiele ciekawsze niż jego głupie pytanie. Co innego można robić w domu, gdy siedzisz sam w domu przez dwa dni, czując się, jak śmieć i przypominając ten jeden żenujący moment w twojej egzystencji - mocny orgazm, który spowodowała osoba, której nienawidziłeś z całego serca.
Ciarki pokrywały moją skórę za każdym razem, gdy wspomnienia pamiętnej nocy wracały do mnie jak bumerang. Nie rozumiałem samego siebie i to najbardziej wkurwiało.
-Nie przywoziłem tu swojej dupy, by rozmawiać czym dzisiaj pachnę. - odszczekuję, nie patrząc na przyjaciela.
-Okej, okej. - wyrzuca ręce w powietrze. Tym gestem pokazuje, że czuje się urażony, ponieważ, jako jedna z bardziej empatycznych osób w grupie, zawsze chciał wszystkim pomagać i dupy lizać. Ja na to nie pozwoliłem. To było coś, co chciałem zachować dla siebie. -Więc wytłumacz, co tu do cholery, się dzieje ?!
-Potrzebujemy zabezpieczenia, Jack. - oznajmiam, wyrzucając niedopałek na ziemię. - Dobrze wiesz, że w naszym życiu są osoby, które muszą być bezpieczne w każdej chwili. Nasza praca to kalejdoskop - nigdy nie wiesz, co będzie.
-Racja, ale mogłeś wcześniej uprzedzić. - wypomina mi.
-Ciągle jesteś na mnie wkurwiony. - przypominam mu.
-Nie, Juss. To Ty nadal nie wytłumaczyłeś mi o co chodzi w tym cholernym interesie, a od kilku dni zachowujesz się, jakbyś dostał pieprzonego kryzysu wieku średniego !
-Dogaduję szczegóły. - rzucam na odczepnego. - Jeżeli zmieni się to w coś poważnego, na pewno Cię poinformuję.
-Przynajmniej wiesz, kto Ci to zaproponował ?
Blednę, a moje ciało traci poprzednią temperaturę.
Kolejny raz Selena.
Jej zgrabne ciało i pachnące maliną włosy.
Jednocześnie największa suka na tym świecie.
-Nie. - odpowiadam, mocnym tonem. - Podążam twoim śladem, panie ostrożny. Najpierw trzeba wybadać drugą stronę.
Ale w tym przypadku to ja zostałem wybadany i to całkiem dogłębnie.
-Rób, co chcesz, ale wiedz, że nie jestem tym pomysłem zachwycony. - oznajmia z przekąsem i idzie skontrolować pracę najętych ludzi. Cieszę się, wiedząc, że to jjż koniec jego ględzenia, jednak moja chwila nie trwa długo - przerywa ją telefon.
W pierwszym momencie jestem szczęśliwy, widząc jej numer wyświetlony na ekranie. Moja opoka, moja kotwica, moja jedyna, i tylko moja...
-Jessi ?
-Mam wspaniała wiadomość ! - krzyczy do słuchawki, wyraźnie podekscytowana. Śmieje się krótko i silę na odpowiedź:
-Opowiadaj, księżniczko.
-Możesz wpaść dzisiaj do Stratford. Proszę, proszę, Juss. - prawie nie rozpoznaje jej głosu, prawie jestem skłonny sądzić, że to nie ona tak tryskająca radością. - Ana wyjeżdża na konferencję, a Taylor maluje mieszkanie, a nie mogę jej pomóc, bo od razu dostaję mdłości na ten zapach.
-Więc umilę Ci ten wieczór. - oznajmiam.
-A ja czekam na Ciebie. Do zobaczenia, Juss. - żegna się jeszcze cmoknięciem w słuchawce. Chowam telefon do kieszeni i szybkim wzrokiem weryfikuję prowadzone roboty. Nie widząc przeciwwskazań powracam do swojego samochodu i podążam nim w stronę domu.

***

Każda kość, każdy najmniejszy staw czy kawałek skóry doskwiera mi, gdy przejeżdżam przez miasto, które w młodości było dla mnie wszystkim. Teraz kojarzy się tylko z najgorszym, co mnie spotkało. Dotknięte wypadkiem części mojego ciała dokuczają tępym bólem, z najmniejszą, kolejną chwilą, kiedy docieram do domu. Niegdyś rodzinnego, w teraźniejszości to mieszkanie kłamcy, do którego ma nienawiść ciągnie się dalej, nawet gdy od kilku lat leży gdzieś pod ziemią.
Prawie na wszystkich skrzyżowaniach i światłach zostawiam ślady opon, pod domem nie czynię wyjątku - zdzieram je jak to tylko możliwe, choć wiem że to zupełnie zbędne, bo będę tego żałował przy następnej wizycie u mechanika.
Z auta wysiadam z polową papierosa, którego zacząłem palić jeszcze stojąc na czerwonym świetle. Nie przyglądam się temu, co się tu zmieniło, tylko idę prosto do drzwi, wyrzucając szluga na chodnik. Nie raczę się dzwonić dzwonkiem - po prostu wchodzę do środka, gdzie powietrze ogrzane jest ciepłem pochodzącym z rozpalonego kominka.
Podążam głębiej, rozglądając się w poszukiwaniu Jessi. Rozpinam swoją skórzaną kurtkę i zastygam w bezruchu, gdy ta pojawia się ma środku salonu.
-Justin. - mówi zaskoczona, wycierając dłonie w czerwoną ścierkę. Zaskoczenie ustępuje dużemu uśmiechowi, a w jej oczach pojawiają się małe iskierki.
Wszystkie problemu i troski nagle znikają, jak za pojawieniem się czarodziejskiej różdżki. Ten magiczny rekwizyt posiadała tylko oma, a sama była najlepszą wróżką, jaką mogłem spotkać.
Tak, wypiękniała. - stwierdzam w myślach, skanując wzrokiem ją całą. Wcześniej płaski brzuch, teraz nieco się zaokrąglił, a jej piersi nieznacznie powiększyły. -Dlaczego nie zadzwoniłeś ?
-Naprawdę zamierzasz się teraz tym martwić ? - śmieję się i otwieram ramiona, czekając by ją przytulić. Jessica od razu zaczyna biec w moją stronę, a gdy jest blisko, zamykam ją w swoich objęciach. Pachnie inaczej - waniliowo z nutką czegoś ostrego. Jej skóra nadal miękka, gdy chowam twarz w zagłębieniu jej szyi.
Jess obejmuje mnie w biodrach i ściska mocno, że aż sam dziwię się iż posiada taką siłę.
-Tęskniłam, Justin. - szepcze, prawie płacząc. Powracam wzrokiem do jej twarzy, ujmując ją w swoje dłonie.
-Jestem, księżniczko. - mówię cicho. - Cały tylko dla ciebie.
Pojedyncza łza pojawia się na jej policzku wraz z uśmiechem na różowych ustach. Ulga przelewa się przez moje ciało i niezastąpiony ogrom szczęścia. Pochylam się w stronę dziewczyny i łączę nasze wargi w długim i namiętnym pocałunku. Jego żarliwość rozpala nas oboje, a przelewająca się tęsknota sprawia, że moglibyśmy tak trwać wiecznie.
Obejmuję Jessi delikatnie w pasie, przez co jestem w stanie dotknąć jej brzucha. Dziewczyna uśmiecha się przez pocałunek, a ja kończę go, łapiąc pomiędzy zęby jej dolną wargę i ciągnąc w swoją stronę, na końcu puszczając.
-Jesteś głody ? - pyta, łącząc nasze obie dłonie.
- Jak wilk. - odpowiadam i daję sobą pokonferować w stronę wyremontowanej kuchni.

***

Trzymanie jej w ramionach wydaje się najprzyjemniejszym zajęciem, jakie tylko istnieje. Wsłuchuję się w jej cichu oddech, nasze splecione ręce leżą na jej brzuszku, a ja spokojnie wdycham zapach jej szamponu do włosów. Jej obecność sprawia, że uspokajam się wewnętrznie, nie myślę o niczym, nie myślę o tym, co spieprzyłem ani na co pozwoliłem. Wszystko to zamykam w małym zalążku swoich wyrzutów sumienia, których pozbywam się, gdy jestem z Jessi.
-Juss.
Jest ciepła, jesienna noc. Świeże powietrze wpada do środka poprzez otwarte okno balkonowe, a firanka zaczyna wesoło tańczyć wraz z wiatrem. Jessica przewraca się na bok, kładąc podbródek na swojej dłoni, ułożonej na mojej klatce piersiowej, by widzieć mnie lepiej.
-Co tam, ptaszyno ? - delikatnym ruchem odgarniam pojedyncze kosmyki włosów z jej twarzy. Jest śliczna. Zauważam nawet, że na jej policzkach pojawiły się bardziej zdrowe kolory, a lekka biel zniknęła, jak gdy użyje swoich czarodziejskich kosmetyków.
-Nasze mieszkanie jest całe ? - pyta, rozbawiona. Szeroki uśmiech pojawia się na jej twarzy, a moje serce zaczyna bić mocniej. Jeszcze bardziej przysuwam ją do siebie, przyciskając koc do jej pleców.
-Nie masz się o co martwić. - odpowiadam radośnie i składam pocałunek na jej rozgrzanym czole. Jej usta nadal są opuchnięte, a policzki różowe po sesji pocałunków i szybkiej palcówce. -Nie wyrzuciłem nawet tego cholernego stolika. - krzywię się na samo wspomnienie.
-I nie zrobisz tego. - ostrzega, przybierając poważny wyraz twarzy. - Będę go potrzebowała.
-Dla ciebie wszystko, księżniczko. - cmokam ja w usta, przystając na jej prośbę. Dziewczyna zagryza wargę i zaczyna mi się uważnie przyglądać, gdy ja odchylam głowę do tyłu i zamykam oczy. Czuję, jak cały stres odpływa z mojego ciała gdzieś daleko. Przyjemne ciepło, którym emanuje dziewczyna rozluźnia moje mięśnie i przyciąga nostalgię.
-Gapisz się. - stwierdzam.
-Skąd ten zarost ? - pyta, a chwilę potem czuje jej opuszki palców, które dotykają mojego policzka. Wtulam twarz w jej dłoń i całuję jej wnętrze. Robię to tak długo, byle by nie musieć odpowiadać na to pytanie. Przyznanie się do ciągłego picia i bycia na haju przez ostatnie dni nie byłoby dobrym rozwiązaniem.
-Bo tęsknię za Tobą, Jess. - szepczę otwierając powieki. Jej ciemne tęczówki wywiercają dziurę w mojej twarzy. - Jak długo, do cholery, ona będzie Cię tu jeszcze trzymać? - pytam ze złością.
Powrót Jessici do domu wiązał się z uspokojeniem się mojej osobowości oraz większym spokojem, bowiem dryfujący po morzu statek ciągle potrzebuje swojej kotwicy.
-Nie wiń jej, Juss. - odpowiada z westchnięciem. W jej głosie slyszę to, jak jest rozdarta. - Obiecuję, że porozmawiam z Aną i postaram się być, jak najszybciej.
-Mówiłaś to już. - fukam, niczym obrażony dziesięciolatek.
-No nie denerwuj się. - brunetka śmieje się i dźga mnie w żebro. -Lepiej opowiedz mi, co u Luke'a, Amandy, Jack'a ...
Zanim zaczynam dość nudą opowieść, Jessica odsuwa się lekko ode mnie i kładzie głowę na zieloną poduszkę, okrywając się szczelnie kocem. Celowo pomijam temat Jack'a i naszej niezgodności w pewnej sprawie, a kiedy jestem gotowy, by sprzedać jej jakieś krótkie kłamstwo, dziewczyna zasypia. Po cichu wychodzę z łóżka i siedząc na jego skraju, zakładam buty. Na koniec przykrywam dziewczynę jeszcze jednym kocem i pochylam się by ucałować jej policzek.
-Jesteś piękna, ptaszyno. - szepczę z ustami przy jej delikatnej skórze. Prostuję się i wychodzę z bolącym sercem i urwanym oddechem.

***
Puste ulice, oświetlone tylko pojedynczymi lampami, kilka otwartych klubów, z których światła padały na ulice i kilka pijanych osób, które próbują wrócić do domu to jedyny mijany krajobraz, gdy wracam do Stratford. Nie potrafię myśleć o niczym innym niż Jessicie, która została wiele kilometrów stąd. Byłem, jak kwiat w ostatniej fazie jego obumierania, a żeby odbić potrzebował wody. Ja potrzebowałem jej, by odbić się od dna, którego dotknąłem w ostatnich dniach. Kochałem tą dziewczynę tak mocno, jak to tylko możliwe by kochać człowieka, ale pojawiająca się tak nagle Selena, wywróciła moje życie do góry nogami. Prawie tak samo, jak dwa lata temu, gdy cała, skrywana prawda wyszła na światło dzienne.
Kończąc swojego papierosa, parkuję swoje auto na wolnym miejscu pod blokiem. Gdy wychodzę rzucam szluga na chodnik i niedbale przydeptuję butem. Z tylnego siedzenia zabieram małą reklamówkę z zakupami, które zrobiłem po drodze, i zamykając samochód idę w stronę odpowiedniej klatki.
Wolną, prawą dłoń wkładam do kieszeni spodni i odnajduję w niej klucze. Wejście do mieszkań jest spowite w mroku tak, że nie widzę nawet schodów przed sobą. Gdy zamykam za sobą ciężkie drzwi słyszę szmer, a dym papierosowy drażni moje nozdrza w tym samym momencie.
Chcę postawić pierwszy krok na schodku, jednak w tym samym momencie zostaję odciągnięty od miejsca , w którym był. Ktoś łapie mnie w podbrzuszu, obraca się i rzuca na zimną oraz brudną podłogę klatki schodowej. Moje zakupy uciekają z mojej dłoni i turlają się po schodach prowadzących do piwnicy. Głęboki śmiech roztacza się wokół mnie, a ja w myślach obiecuję sobie, że zabije tego, kto robi mi cholernego psikusa.
Nagle żarówka rozbłyskuje jasnym światłem, które w pierwszym momencie mocno mnie oślepia. Zakrywam oczy odruchowo, osłaniając powieki rękawem skórzanej kurtki.
-Co, do kurwy nędzy !? - syczę wściekły próbując podnieść się z podłogi. Wtedy czuję ból w ręce, na którą upadłem i przeklinam jeszcze raz pod nosem. Wtedy zauważam dwóch wysokich gości, przewyższających nawet mnie. Dobrze zbudowani, ubrani cali na czarno, z ogolonymi głowami.
-To on. - oznajmia jeden z nich. Moje oczy zaczęły przyzwyczajać się do jasności, dlatego odsuwam rękę, by móc im się uważnie przyjrzeć.
-Jak tam, lalusiu ? - zaczyna jeden, kucając, by znaleźć się na mojej wysokości. Patrzę na niego wściekle, a on reaguje tylko cynicznym uśmiechem.
-Ogarnij się, stary. Nie mam pieprzonego czasu na twoje gierki.
Ten stojący kopie w krzyż kolegę.
-Czego chcecie, kurwa ? - pytam zezłoszczony, rozmasowując swój obolały nadgarstek.
-Selenę, znasz ? - patrzy na mnie z poważnym wyrazem twarzy. Jego początkowe rozbawienie szybko zniknęło.
-Co Ty pieprzysz. - kucający koleś nagle wstał i uderzył swojego kolegę w bark. - Takiej laski nie da się nie znać.
-Och, zamknij się. - warknął, wywracając na niego oczami.
Zrozumiałem.
Selena i jej gang.
Nie zrozumiała niczego co do niej powiedziałem, a na dodatek przysłała tu swoich "przyjemniaczków".
-Jeśli nawet to chuj was to obchodzi. - odpowiadam i szybko podnoszę się z podłogi.
-Nie skacz, młody. - odpowiada mi, rzucając w moją stron3 małym pudełkiem, które zręcznie ląduje w moich dłoniach. - Czas do środy. - oznajmia i wychodzi wraz ze swoim kolegą, któremu chciałem zdjąć ten tępy uśmiech z twarzy.
Rezygnuję z poszukiwań swoich zakupów, poświęcając czas na to, by jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu, mając nadzieję, że nikt z sąsiadów nie usłyszał tego, co się tutaj wydarzyło.
Wraz z papierowym pudełkiem podążam prosto do salonu, gdzie zabieram się za jego rozpakowywanie. Nie wiem dlaczego, ale wcale nie dziwi mnie, gdy odnajduję tam przygotowane do rozprowadzenia porcje narkotyków. Kręci mi się w głowie od tej ilości środków odurzających, a doznanie to dodatkowo potęguje wściekłość.
Jak ona wpadła na taki pomysł ? - to jedyne pytanie, które pojawia się w mojej głowie. Im bardziej starałem sie pozbyć Seleny, tym szybciej ona powracała.
Zdając sobie sprawę, że Jack tak naprawdę miał rację, ostrzegając mnie, iż będą z tego problemu, odszukuję swój telefon. Wystukuję na ekranie sekwencję cyfr, która zapisana była na dołączonej do pudełka karteczce i czekam. Nie odbiera mojego połączenia za pierwszym razem. Próbuję drugi, a potem trzeci i słyszę, jej głos za czwartym, gdy nerwowo krzątam się po mieszkaniu.
-Co Ty sobie, do cholery, myślałaś ! Tego nie obejmowała nasza współpraca.
Nie mówię do niej nic oprócz wyrzutów. Ona jest spokojna i opanowana, gdy stwierdza, że pojawi się za pól godziny w moim mieszkaniu.
Z niezadowoleniem opadam na kanapę i zamykam oczy, oddychając zbyt szybko. Czuję maleńkie kropelki potu na moim karku, a nogi mam prawie zdrętwiałe. Nie jestem pewien, co dzieje się w moim życiu. Mam ochotę zniknąć choć na chwilę, by ogarnąć cały ten pieprzony bałagan.
Po chwili podnoszę się i ukrywam pudełko w komodzie, przykrywając je dużą ilością własnych skarpetek. Mocno zamykam szufladę, powodując lekkie zachwianie się mebla.
Idę do kuchni, w której powietrze jest świeższe, co spowodowane było otwartym oknem. Zrzucam z siebie koszulkę, która ciąży mi na barkach, prawie jak kamień i wypijam jednego shota. Przełyk mnie pali, ale jestem w stanie to znieść, tylko dlatego, iż podświadomie potrzebuję zadać sobie ból. Tylko ja jestem winny za cały ten popieprzony rozwój wydarzeń i to ja musiałem ponieść tego konsekwencje.
Gdyby to nie dzwonek oznajmiający przybycie Seleny, a innej osoby, mógłbym nawet przyznać, że cieszyłem się słysząc go. Nie fatyguję się, by otworzyć dziewczynie drzwi. Krzyczę tylko szybkie "wejdź" i chowam wódk3 do lodówki.
Kiedy się odwracam szatynka jest już w mieszkaniu. Przygląda mi się stojąc w rozkroku na swoich kilkunastocentymetrowych kozakach. Ręce ma złożone na klatce piersiowej, jeszcze bardziej uwydatniając swoje obfite kształty. Ubrana w zwiewną sukienkę, która wcale nie była zbyt wyzywająca, jak te, które zwykła nosić, a jej makijaż był delikatnie "lżejszy" od tego, w którym widziałem ją ostatnio.
-Nie wiedziałam, że aż tak bardzo zestresujesz się spotkaniem Zayn'a i Rob'a. - zaczyna pierwsza, z majaczącym się na ustach uśmiechem. Daje mi tym do zrozumienia, że jest kompletnie wyluzowana, kiedy ja jestem, jak tykająca bomba.
I tylko ta głupia uwaga wystarcza, by przygotować jej ląd.
Zaciskam dłonie w pięści i szybkimi krokami podchodzę do niej z morderczym wzrokiem. Jej radość znika w sekundzie i pojawia się coś na znak niepewności. Delikatnie cofa się do ściany, a gdy jej plecy przylegają do niej, ja zatrzymuję się dosłownie kilka centymetrów od jej ciała.
-Jesteś suką. - kieruję do niej te obraźliwe słowa z wyciągniętym palcem. -Nie rozprowadzę Ci tego, kurwa.
-Uspokój się, Justin. - odpowiada miękkim głosem, trzepocząc czarnymi rzęsami, które w tym świetle rzucały cień na jej policzki. - Dobrze wiem, komu jakie zadanie przydzielić, by wykonał je jak trzeba.
-Jasne. - rzucam z przekąsem. Denerwuje mnie jeszcze bardziej, gdy udaje, aż tak inteligentną. - Nie zrobię nic dla ciebie.
-Obiecałam, że zapłacę.
-Nie chcę, kurwa, twoich pieniędzy ! Chcę spokoju, wiec wypierdalaj z mojego życia !
-Sam zniszczyłeś ten spokój. - cedzi przez zęby, łapie mnie w biodrach i niespodziewanie łączy je z jej. - I nie wpieraj mi kłamstw, które możesz zostawić dla głupiutkiej Jessici. - już otwieram usta, by odpowiedzieć jej coś niemiłego, lecz powstrzymuje mnie. - Odpisałeś mi, bo potrzebujesz przygód. Nadal niewiele się zmieniłeś, Bieber.
-Łżesz.
Selena śmieje się perliście.
-A atak to twoja obrona.
Tym razem nie wytrzymuję. Zaciśnięta dłonią uderzam w ścianę tuż obok jej głowy.
-Nic nie wiesz, do cholery !
-Nie potrzebuję. - odpowiada. - O wszystkim przekonałam się podczas ostatniej wizyty.
Jej spojrzenie staje się tak jednoznaczne, tak cholernie głębokie, przeszywające wszystko na wskroś, że przez moje ciało przechodzi dreszcz. Ku zaskoczeniu jest on w jakiś sposób przyjemny i sprawia, że w chwili moje ciało rozgrzewa się, jakbym nagle dostał niewyjaśnionej gorączki.
-Nie będziesz tak grała, rozumiesz. - wyduszam z siebie tuż nad jej uchem. Czuję wtedy zapach jaśminu i jeszcze jakiejś mocniejszej nuty, która naprawdę zaczyna mi się podobać.
-To moja gra. - odpowiada cwanie, w cmoka mnie raz w żuchwę. Dostaję gęsiej skórki. - I wiesz co, Juss, wszystkie chwyty dozwolone. - śmieje się i dłoniami wędruje na moje nagie plecy. Z bezsilności ciągle zaciskam pięści, to je rozluźniam. Jestem chujem, bo pozwalam, by kobieta potrafiła mną zawładnąć.
-Nienawidzę Cie, Gomez. Tak bardzo Cię nienawidzę. - krzyczę, łapiąc ją za biodra i rzucam jej ciałem na kanapę. Dziewczyna z niewiarygodną gracją upada na wypoczynek, a jej włosy rozsypują się na poduszkach. Uśmiecha się tajemniczo, co oznacza, że wcale nie przejęła się moim wybuchem. Patrząc na mnie pożądliwym wzrokiem zrzuca swoje szpilki i obmyśla kolejny ruch, gdy ja podochodzę do kanapy.
-A jednak Bieber, zawsze wracasz do mnie. - zauważa.
-Wypierdoliłem Cię ze swojego życia, co mi wyszło na dobre. Po co znów, kurwa, wracasz ? - mój głos nadal jest podniesiony, gdy do niej mówię, pochylając się na dwóch dłoniach ułożonych na oparciu.
-Bo jesteś, jak twój ojciec, Justin. On nigdy nie potrafił się zmienić i powiedzieć Ci prawdy. Zaś Ty- choćbyś chciał nie zmienisz tego, że gang, narkotyki z całą tą otoczką, przestaną Cię interesować.
-Nie.Porównuj.Mnie.Kurwa.Do.Niego. - syczę przez zaciśnięte zęby i unoszę rękę, by ją uderzyć. Ona szybko ją łapie i nie pozwala mi na ten ruch. Nasze oczy jaki i oddechy łączą się w jedno. Jestem zaskoczony tym, jak daleko złość, którą odczuwam jest w stanie mnie ponieść. Byłem pełen sprzeczności, lecz nigdy nie pozwoliłbym porównać się do swojego ojca, który nigdy nim nie był.
Selena przygląda mi się intensywnie, mocno ściskając mój nadgarstek. Jej dłoń jest rozpalona i przekazuje małe iskierki pomiędzy naszymi złączonymi dłoniami. Oddycham głęboko, a serce kołacze mi jak szalone. Nie myślę o niczym, mój mózg przestaje pracować, gdy odczuwam ucisk w dole kręgosłupa.
Wszystko to osiąga punkt kulminacyjny, gdy Selena przegryza wargę, puszczając moją dłoń, która ląduje obok jej biodra. Nienawidziłem jej tak bardzo, jak tylko człowiek potrafi to robić, a mimo to robiłem coś, co nie było zgodne z tym, co odczuwałem.
Zamykam na chwilę oczy, lecz i to nie pomaga, bo Gomez dotyka dłonią mojego policzka.
-Nadal Cię, kurwa, nienawidzę. - szepcz i rzucam się na nią niczym wygłodniałe zwierze spragnione swojego posiłku. Jedyne czego chce to rozładować całą tą złość, irytację zgromadzoną przez te kilka dni. Potrzebuję nieprzemyślnie wypłynąć w morze, przetrwać burzę i wrócić na ląd pełen harmonii.

------------------------------------------------------------

Jeśli szanujesz te moje kilka godzin/dni/tygodni spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to zostaw chociaż najmniejszy komentarz.
Dziękuję.
 
PS. Prosiłabym jeszcze, by osoby czytające, które znają osoby, którym spodobało się to opowiadanie - poleciły je.  Piszę je teraz sama dlatego potrzebuję motywacji :*


22 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba super piszesz ♡
    Denerwuje mnie to co robi Justin Jessi, ale i tak kocham te opowiadania ♡ duzo osobom poleciłam twojego bloga, mam nadzieje ze bedziesz miala wiecej fanow ;*
    Pozdrawiam i czekam na next ♡;*
    ~Kaja

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu ja to kuźwa kocham, nie moge się doczekać kiedy Jess się dowie...czekam na następny rozdział z niecierpliwością i życzę powodzenia w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię twój blog :) Pierwsza część bardzo mnie urzekła, a zwłaszcza czułość Justina wobec Jess w późniejszym etapie ich znajomości... :) Mam nadzieje, że kolejny rozdział pojawi się niedługo. Uważam, że Justin jest głupi, że znowu pakuję się w relację z Seleną... Czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. http://powiekiwiekow.blogspot.com
    Usłyszałam bicie mojego serca, słyszałam bicie wszystkich serc wokół mnie...
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Are you paying more than $5 per pack of cigarettes? I'm buying my cigarettes from Duty Free Depot and I'm saving over 70% on cigarettes.

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest genialne!Jejku z utęsknieniem czekam na kolejny rozdzial💞

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest genialne!Jejku z utęsknieniem czekam na kolejny rozdzial💞

    OdpowiedzUsuń
  8. MEGA :*
    obserwujemy?:*

    http://mylife-tasia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :) Blog jest genialny! <3
    ~Wierna fanka Justina i twojego opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej,
    Prże prasa za tak długą nieobecność, ale te dwa miesiące były dla mnie bardzo trudne i nie mogłam wejść na Twojego bloga:(
    Co do rozdziału to DLACZEGO SELENA JEST TAK SUKĄ???!!! I DLACZEGO JUSTIN TEŻ JEST SUKIEM???!!!
    Przepraszam, ale to przez emocje.
    Biedna Jessie... jestem pewna że w jakiś sposób dowie się o zdradzie Justina...
    Błagam o next jak najszybciej bo umrę! Już umieram!
    Pozdr. Mari:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy będzie kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham to.💝
    Wspaniały rozdział.💘
    Justin co ty robisz ???

    OdpowiedzUsuń
  14. Ej co sie dzieje ? Nie piszesz już? 😭😭😭😭

    OdpowiedzUsuń
  15. Przestałaś pisać? Nieeeeee....... błagam pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ej to już dwa miesiące jak tu nic nie dodałaś. Zawiesiłaś to opowiadanie :-( Jak nie to prosze wróć szybko z nowym rozdziałem bo my wszyscy co czytamy to fanfiction doczekać się nie możemy kiedy do nas wrócisz z nowym rozdziałem

    OdpowiedzUsuń
  17. Haaaaaloooo!!! Czy ktoś zamierza tu dodać nowy rozdział???!!!! Ja osobiście się na maksa się od niego uzależniłam i matwi mnie to, że tak długo już nie dajesz nowego rozdziału���� PROSZĘ, DODAJ NOWY JAK NAJSZYBCIEJ, BO UMRĘ Z CIEKAWOŚCI!! To jest cudowne!!!��

    OdpowiedzUsuń
  18. Proszę dokonczcie tego bloga :c

    OdpowiedzUsuń
  19. Jezi co sie dzieje, gdzie jest kolejny rozdzial wrr

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie zagladalam tutaj juz z jakies pqre miesiecy i teraz weszlam z mysla, ze bedzie przynajmniej 1nowy rozdzialik, a tu nic ;;

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam, piszę ze Spisu Opowiadań. Jako że blog nie był już od dawna aktualizowany, a nie widzę na nim linku do nas, usuwam bloga ze Spisu. Jeśli jednak wrócisz do pisania tutaj, możesz zgłosić się ponownie.
    Pozdrawiam,
    Natulusia - Spis Opowiadań

    OdpowiedzUsuń